Zdrowe Domy

farm-1532915

Tylko człowiek musi mieć swój dom.

DOM, jak różnie pojmowane jest znaczenie tego słowa. Mój dom. Nasz dom. Rodzinny dom. Gdy zastanowisz się nad znaczeniem brzmienia DOM, to dojdziesz do wniosku, że jest to jak nasza największa sprywatyzowana świętość. Świętości tej broni się do ostatniego tchu. To coś, za co oddałoby się życie. To oaza bezpieczeństwa i odpoczynku. To miejsce gdzie się oddycha sercem. To coś tak bardzo ważnego dla człowieka. Człowiek jest jedyną istotą na świecie, która dla normalnego życia i zachowania szeroko pojętego zdrowia musi posiadać swój DOM.

Domy bywały różne, zależne od klimatu i materiałów budowlanych, kultury, plemienia. Człowiek zamieszkiwał jaskinie, pieczary. Lepianki, szałasy a także mieszkał w pałacach i zwyczajnych ludzkich chatach. Ludy koczownicze korzystały z przenośnych zagród, wojłokowych jurt i namiotów. Nawet wojsko na poligonach w czasie wojny niezależnie od klimatu poszukuje polowej kwatery.

W czasie wojny wietnamskiej amerykanie odkryli niezmiernie ciekawe zjawisko. Odnotowano dużo większą liczbę zgonów w grupie lekko rannych żołnierzy umieszczonych z powodu braku miejsca na wygodnych łóżkach pod otwartym niebem w ciepłych lasach tropikalnych, niż wśród ciężej rannych położonych w namiotach. Z tego wynika, że niebo nocne jest dosłownie zabójcze dla człowieka. Nawet włóczęga szuka schronienia na noc pod mostem, albo w jakiejś wnęce – w skrajnej sytuacji kładąc się na parkowej ławce – szczelnie ochrania głowę odzieniem czy gazetą. Historia hipisów, koczujących bez dachu nad głową, drwiących z cywilizacji skończyła się degradacją fizyczną i psychiczną tej dziwnej grupy młodzieży.

Ściany posiadają pamięć.

Myśliciele o wielkim autorytecie są zdania, że społeczeństwo można zmienić naprawdę głęboko, dopiero po wyburzeniu wszystkich niezdrowych i złych domów i zagospodarowania szpecącego je otoczenie. W świetle tego, absurdalne wydają się wszelkie rewolucje polegające na mordowaniu i wymuszania na społeczeństwach nowego porządku prawnego i podziału dóbr, bez jednoczesnej zmiany urbanistyki i architektury. Historia dowodzi, że rewolucjoniści wszelkiej maści, korzystając z majątku, mienia i domów poprzedniej formacji bardzo prędko przywłaszczają i powielają błędy zburzonej już epoki.

Przykładem niech będą czasy przed i po Rewolucji Francuskiej, czy ostatnie zmiany ustrojowe w naszym kraju. Najważniejsze budynki dla ustawodawstwa są wciąż te same, naładowane pamięcią bezmyślnego ustawodawstwa nakazowego. Dlatego być może nasze kraje wysycane betonowymi, komunalnymi blokami trudno będzie zreformować. Takie same bloki stoją już puste w Szwajcarii, Austrii i innych krajach na Zachodzie, a Francuzi od kilku lat je burzą. Domy zawierające zbyt wiele materiałów syntetycznych. PCV, żużle piecowe, twarde cementy i zbrojenia metalowe są tak samo nieludzkie dla człowieka i tak samo niebezpieczne jak wciąż istniejące głowice atomowe. Prawdziwe i skuteczne odrodzenie zacofanych krajów jest możliwe tylko poprzez wybudowanie ogromnej ilości ładnych, zdrowych domów.

O domach, które są na rynku wtórnym sprzedawane i kupowane, albo które dostajemy w spadku wiemy niewiele. Dawniej tylko mówiło się, że „ściany posiadają pamięć”. W latach 80 ubiegłego stulecia przyznano nagrodę Nobla za odkrycie istniejącej pomiędzy atomami cząsteczki, na którą mają wpływ emocje ludzkie. Udowodniono, ze ściany gromadzą energię wszystkich szczęśliwych i smutnych chwil bytowania ludzkiego. Tajemnicza emisja płynąca ze ścian domu nie jest łatwa do usunięcia. Ma dużą, bo wieloletnią trwałość. Dlatego mówimy o domach, że mogą być szczęśliwe lub fatalne. Szkoda, że nikt nie bierze tego pod uwagę przy wycenie, kupnie i sprzedaży domu.

Domy mogą korzystnie wpływać na nastrój, samopoczucie człowieka a także na jego zdrowie. Przez nasze zachowanie jakby nagrywamy w ścianach domów model naszej rodziny. Utrwalamy w nich rodzaj naszego zachowania – naszych emocjonalnych uniesień. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób wzmacniamy albo niszczymy naszą wspólnotę rodzinną. Że ostra, przykra i podniesiona emocjonalnie wymiana myśli przez krzyk powinna odbywać się zawsze poza naszym domem. Zgromadzona destrukcyjna „zła energia” w wyniku wibracji narasta i po upływie pewnego czas może łatwo doprowadzić do tragedii i tragedię.

Nie ma przesady w znanych powiedzeniach o „pechowym domu”, „domu z rakiem”, „smutnym domu”, „strasznym domu” itd. Książka „Domy które zabijają” Rogera de’Laforesta opisuje przypadki zaczerpnięte z kronik policji francuskiej o cyklicznych śmiertelnych przypadkach zdarzających się w takich domach. Złe i szkodliwe domy, jak się okazuje, można tylko w nieznacznym stopniu poprawić, mając ku temu odpowiednią wiedzę, możliwości finansowe i techniczno-wykonawcze.

Szkoda, że beztroskich projektantów, którzy projektowali i zezwolili na wybudowanie fatalnych domów, nie skazuje się na karę zamieszkania w nich na co najmniej 10 lat. Wtedy być może mieszkając w koszmarnych, zimnych przezbrojonych blokach i betonowych domach, pod płaskim dachem zrozumieliby coś z własnego tak nieludzkiego błądzenia. Budowniczowie nie tylko z byłego RWPG, ale i z wielu innych tzw. zachodnich krajów mają głowy skierowane na ekran komputera i naładowane nauką, ale ogólną umysłowość bardzo ciasną w porównaniu z profesjami mającymi na co dzień kontakt z przyrodą. Nie można zrozumieć, dlaczego bardzo proste badanie radiestezyjne lub inna próba biologiczna albo badanie podłoża gruntowego przy pomocy już dostępnych przyrządów geobiologicznych, nie znajduje nawet rubryki w kosztorysach.

Czy domy mogą zabijać?

Złe domy (powodujące choroby) łączy się z falami licznego, potwierdzonego występowania nowotworów, choroby reumatycznej, astmy, nerwic, zaburzeń psychicznych itp. Czynności fachowe związane z wyborem terenu, lokalizacją budynku, doborem materiałów, kształtu domu są dosłownie na wagę zdrowia i perspektywy długiego życia. Niejednokrotnie przebieg ulic w miastach i rozmieszczenie zieleni należałoby korygować w odniesieniu właśnie do tych kryteriów, a nie śmiesznej, prostej, a przy tym idiotycznej linii zabudowy. Starych miast nikt pod cyrkiel nie projektował, a linijką ulicy nie wyznaczano, zapewne dlatego jest tam wyczuwalny oddech piękna, a przecież to tylko konsolidacja całości – przyrody i twórczej myśli ludzkiej. Znając długą listę chorób cywilizacyjnych, chorób reumatycznych, nerwowych i psychosomatycznych nie umiemy, albo po prostu nie chcemy łączyć ich z główną przyczyną, którą są złe niezdrowe domy.

Rakiem nazwane nowotworzenie, występujące w organizmach, jest wyrazem buntu życia szukającego ratunku przed śmiercią w niekontrolowanym przez organizm rozmnażaniu się. Dotyczy to każdego organizmu: organizmu człowieka, rodziny, miasta, czy państwa. U człowieka jest reakcją biologiczną komórek i organizmu na zaburzoną, nienaturalną wibrację falową środowiska, kolidującą z siłami Ziemi i kosmosu. Człowiek współczesny, tzw. inteligentny, jest skazany na rytm ziemskiego życia, przebywając w ograniczonej i ciasnej przestrzeni dom-praca. Tylko niekiedy domyślać się może, które miejsce bardziej go męczy.

Ludzie „chorowici” najczęściej żyją w złych domach oraz pracują w marnym miejscu. Zdrowieją oni przeważnie w czasie wakacji albo innego dłuższego pobytu poza domem. Szkodliwy dom powoduje to, że budzimy się zawsze zmęczeni i nie mamy chęci wracać z pracy do takiego domu. Bardzo często pracowity dzień zamiast zmęczenia u wielu ludzi daje poczucie siły. Oznacza to, że pracujemy w dobrym miejscu i taką pracę należy bardzo szanować. Jeżeli po pracy jesteśmy nadmiernie zmęczeni, a dom nas uzdrawia, należy czym prędzej szukać innego lepszego miejsca pracy. Obniżenie ogólnego poziomu energii i spadek potencjałów życia poza uczuciem zniechęcenia, zawsze wywołuje depresje oraz liczne schorzenia przewlekłe. Wynikają one z zaburzenia rytmu drgań komórek, które jak wiadomo prowadzą w ustroju własne, odrębne i bardzo wyspecjalizowane życie.

Złe domy w przeważającej liczbie mają zaburzone pole magnetyczne, (kompas magnetyczny wskazuje nam różne kierunki północy w kilku miejscach domu) są wyssane z energii życia promieniowaniem cieków wodnych ( niektóre rośliny domowe w takich miejscach bardzo szybko giną). Posiadają być może nieczynne zatkane kominy i kanały lub zapchaną wentylację. W tych miejscach gromadzi się, rozkłada i jonizuje zatęchłe powietrze, zatruwając z czasem cały dom. Trudno uwierzyć, że całe osiedla mieszkaniowe stawiano w systemie „wielkiej płyty” z pustymi otworami w każdej płycie ściennej i stropowej. Statystyka chorób w takich osiedlach jest bardzo wymowna.

Komórki w zdrowych organizmach drgają rytmem swoistej równowagi. Niewielkie tylko zaburzenie tego rytmu może wywołać ból, niekiedy po dłuższym czasie działania – chorobę. Przykład takiego oddziaływania zauważamy w pierwszych dniach okresu urlopowego w nowym miejscu przebywania. Przenikająca do domów szkodliwa radiacja i gazy mogą pochodzić ze skażonego środowiska, zebranych w pobliżu szkodliwych odpadów plastykowych, puszek aluminiowych oraz innego niewrażliwego na procesy gnicia wystroju „nowoczesnego życia”.

Środki ochrony roślin,( jaka to ironia nazwy), nawozy sztuczne i spaliny nie tylko trują, ale również szkodliwie promieniują. Zaburzenie albo brak równowagi występujące w podglebiu, na którym stoi dom oraz doskonałe przewodnictwo elektryczne w ścianach i w instalacjach są szkodliwe i niebezpieczne dla mieszkańców.

Natura jest mądra i przypadków w przyrodzie raczej nie ma. Pioruny trafiają dokładnie w punkty najsilniej dodatnio zjonizowanej strefy powietrza w miejscach geopatycznych, a ściślej w miejsca emitujące tzw. zieleń ujemną. Chyba ze są wabione iglicami piorunochronów, albo szpiczastych wież lub wystających kominów na szpiczastych dachach.

Czy możemy temu przeciwdziałać?

Zjadacze chleba również cenią sobie coraz bardziej letnie urlopy spędzone w domkach drewnianych i zacisznych miejscach. Zdrowiej i bezpieczniej jest żyć w góralskiej chatynce niż w betonowych willach. Rozglądając się na co dzień stwierdzamy że natura, chociaż prosta, nie jest dobrze czytelna. Rozmawiając z lekarzami pogotowia albo pracownikami przychodni, rozmawiając z sąsiadami łatwo jest stwierdzić, że pomiędzy normalnymi, podobnymi domami są domy chore pod każdym względem. Zdarzają się nieszczęśliwe całe ulice, domy, a nawet klatki schodowe, gdzie częściej występują choroby, więcej jest alkoholików, rozwodów, alergii, nowotworów itp. Fatalne ulice, domy i klatki schodowe koniecznie trzeba uzdrowić.

Promieniowanie niepozwalające normalnie żyć musi być odesłane aż do źródła skąd przyszło, zawrócić do ziemi albo zostać unieszkodliwione. Jeżeli promieniuje tylko kabel elektryczny sprawa jest bardzo prosta – wystarczy go ekranować metalową rurką. Dawniej produkowane były rurki podtynkowe z cienkiej blachy od wewnątrz izolowane czarną substancją tekturowo-asfaltową tzw. rurki Bergmana, które wystarczająco ekranowały kable elektryczne. Komuś to widać przeszkadzało i wyrób ten przestał być wytwarzany. W tej chwili pozostały tylko bardzo drogie w oplotach siatkowych kable techniczne. Jeżeli przeszkadza linia wysokiego napięcia albo elektryczne prądy błądzące, wystarczy wykonanie obwodu z miedzianego drutu, umocowanego do ścian na odpowiedniej wysokości i na izolowanych gwoździach. Równie skuteczna jest siatka miedziana o oczkach 30cm na 40cm, uziemiona pod tynkiem zewnętrznym.

Znacznie trudniej poradzić sobie z promieniowaniem cieków wodnych, energią emitowaną przez kształty ( np. anteny satelitarne), kolory, złoża geologiczne, uskoki pionowe, wiązki promieniowania kosmicznego itp. Pozornie słabe energie, działające w rytmie określonej fali w skutkach swoich są tak samo niebezpieczne dla organizmu jak krok marszowy wojska na solidnym, odpornym na wszelkie wichry i obciążenia statyczne, moście. Ściany domów i naszych miejsc pracy wysycają się jak gąbki wszystkimi przejawami życia. Tworzy się w pomieszczeniach mikrowibracja działająca na ludzi fizycznie i psychicznie. Odczuwamy to w postaci atmosfery ciepła, spokoju, radości, klimatu twórczej albo mrówczej pracy.

Niekiedy jedynym ratunkiem jest zniszczenie złego domu, ale i wówczas pozostały po nim gruz będzie skażał jak ścienny grzyb wniesiony wraz z gruzem do nowego domu. Jedynie opalone i niedotknięte betonem kamienie nie tracą swojej siły i biegunowości leżąc przez tysiąclecia pod węgłami świątyń, domów i pomników. Kamienie odpowiednio dobrane, wyszukane i odpowiednio ułożone są naprawdę, obok drzewa, najbardziej cennym materiałem. Nagromadzona w materiałach budowlanych i otoczeniu budowli pamięć i energia mogą działać dobroczynnie lub wrogo na obecne i przyszłe pokolenia. Pewne kataklizmy mogą wyczerpywać lub niszczyć dobrą energię braną pod uwagę przy lokalizacji ludzkich domów, osad lub stolicy kraju. Nie dziwmy się, że nasza stolica, która zgubiła całą energię w czasie powstań i okupacji nie rokuje zbyt pomyślnych prognoz dla Polaków.

Dobre domy muszą mieć łatwoprzepuszczalne piaskowo-żwirowe podłoże. Mogą to też być ewentualnie pokłady gipsu, wapienia, skały krystaliczne itp. Gleby podmokłe, gliniaste, uprawne czarnoziemy, lessy – takie grunty należy bezwzględnie omijać. Ustawa o ochronie gruntów rolnych jest jakby ustawową informacją, że ziemie te mogą dobrze rodzić, ale nie muszą służyć należycie ich mieszkańcom.

Tereny zalewane przez rzeki stanowią naturalnie nawożone tereny zielone, stanowiące strefy buforowe dla rzek swobodnie płynących. Na terenach tych doskonale rosną trawy, którymi po skoszeniu zapełniało się magazyny paszy na zimę. Są naturalnym miejscem bytowania dla chmar najróżniejszego ptactwa. Tak było od dawien dawna na całym świecie. Zabudowanie tych terenów jest łamaniem praw natury. Żadne przeciwpowodziowe wały ochronne nie będą w stanie obronić domów wybudowanych na tych terenach. Przyroda zdecydowanie upomni się o swoje prawa.

Złoża marglowe, plastyczna glina, uskoki i anomalie glebowe dają nie tylko wysokie przewodnictwo elektryczne, ale powodują odbicia falowania promieni kosmicznych i wytworzenie się gniazd stacjonarnych energii szkodliwych dla zdrowia. Nie umiemy ich jeszcze właściwie neutralizować, chyba, że poprosimy o to chińskich geomantów. Usługi takie będą zapewne drogie a często niewykonalne.

Nauka o przejawach wszelkich form życia i bytowania organizmów na Ziemi uczy prawdziwej pokory. Obnaża człowieczą niewiedzę. Niezbyt skromne umysły trzeba przekonywać, że wszystko, co do tego czasu zostało wynalezione i odkryte przez tzw. naukę dawno już istniało w naturze, a jedynie zostało zauważone, podpatrzone i zastosowane dla naszego pożytku albo totalnego zagrożenia. Ludzie myślący zbyt logicznie nie potrafią pojąć, dlaczego w przyrodzie 2 plus 2 nie zawsze stanowi 4.

Życie łączy w sobie ogromną siłę i delikatność przyrody. Broni się doskonale przed schematami technicznego myślenia. Dlatego starego człowieka nie należy porównywać ze starą maszyną, która technicznie i fizycznie się zużyła i trafia na złom. Do biologii życia ludzkiego nie pasują żadne techniczne teorie zużycia się i zmęczenia materiałów. Chorobę w pewnym sensie chcą traktować niektórzy jako awarię lub samozniszczenie się systemu. Szkoda tylko, że nie wiążą światli ludzie własnej choroby ze środowiskiem, które bezmyślnie niszczą.

Zapachy nie są dla nas obojętne.

Coraz częstsze wykańczanie domów pachnącym żywicą drewnem iglastym ma swoje głębokie uzasadnienie. Cztery grupy podstawowych zapachów wywołują u człowieka zupełnie różne reakcja fizjologiczne.

1. Zapachy odświeżające działają uspokajająco ( terpentyna balsamiczna, las sosnowy, zapach z rozgrzanych w lecie łąk i gór, zjonizowane powietrze nad wodą itd.)

2. Zapachy mobilizujące „dodatnio stymulujące” w czasie pracy i wszelkiej twórczości u dzieci do 16 go roku życia to zapach mięty, rumianku, skoszonej trawy; u ludzi starszych do 35 roku życia podobne działanie wywołuje zapach miodu, kwitnącej lipy, żywicy sosnowej, a u jeszcze starszych zapach róży, bzu, fiołków.

3. Grupa zapachów przytępiająca wszelkie reakcje, a zwłaszcza obniżająca napięcie mięśni i perystaltykę jelit. Takie odczucia powstają w powietrzu wysycanym olejkami czeremchy, jaśminu i innych podobnych woni.

4. Zapachy pobudzające nerwowo, wywołują nie tylko ogólne napięcie, ale niekiedy też alergie i stres. Takie reakcje mogą wystąpić w wyniku przebywania w powietrzu nasyconym zapachem niektórych cytrusów, orchidei i innych zbyt silnych zapachów.

Noworodki po zapachu bezbłędnie odróżniają i wola korzystać z mleka matki niż mamki. Niespokojne w czasie nocy prędko zasypiają w obecności zapachu matki. Wrażliwość węchowa matek w odniesieniu do własnych dzieci jest również fenomenalna. Rodzinę ludzką, podobnie jak pszczelą, łączy wspólna woń. Ludzie dorośli nie tylko poznają się, ale i trwale dobierają na podstawie zapachu. Domy, których unikamy, albo takie domy, w których źle się czujemy obok wcześniej omówionego destrukcyjnego promieniowania posiadają po prostu przykrą dla nas woń. Dlatego stare kultury Dalekiego Wschodu, a zwłaszcza Chińczycy oraz narody Indii, potrafią wiele zapachów poprawić paląc przed planowanym spotkaniem odpowiednio dobrane trociki, woskowe świece albo miłe dla każdego nosa kadzidełko. W kulturze europejskiej coraz częściej w tym samym celu stosowane są aerozole olejków naturalnych, świece zapachowe itp.

Niedobre promieniowanie

W obiektach służby zdrowia, podobnie jak w naszych domach, są pomieszczenia dobre, ale i takie, o których się wie, że są feralne. Chorzy korzystający z niektórych łóżek mają zaostrzenia procesów chorobowych, infekcje, nerwobóle i liczne zejścia śmiertelne. Żałować należy że nie ma odpowiedniej statystyki z tego zakresu. Niemcy, w wyniku licznych obserwacji, pomiarów i konsultacji z radiestetami, nie dziwią się tego rodzaju przypadkom. Nasze środowisko jest przesycone różnego rodzaju falowaniem elektromagnetycznym pochodzącym z nadajników, przewodów instalacji elektrycznej, sprzętu elektronicznego oraz domowego do żelazka włącznie.

Zaburzona jest elektrostatyka przedmiotów i odzieży, zwłaszcza w wyniku zastosowania plastyku i włókien syntetycznych. Do tego dochodzi promieniowanie kształtów i kolorów. Nawet wysoka witalność i ciepło biologiczne człowieka oraz jego energia psychiczna już nie wystarczą do zniwelowania skutków tego promieniowania.

Dobrym elementem poprawiającym żelbetowe „bunkry” jest stosowana na ściany boazeria, zwłaszcza w okolicach łóżek. Należy tylko odpowiednio ją wykonać z przewiewami przy ścianie i energetycznie dobierając deski.

W ostatnim czasie pojawiają się poważnie uzasadnione zastrzeżenia odnośnie zmywalnych tapet, farb emulsyjnych i temu podobnych tworzyw sztucznych, niszczących naturalną mikroporowatość wapiennych tynków i ścian gipsowych. Zaleca się częste malowanie tynków wodną farbą kredową albo pokrywanie ścian tapetami z tkanin naturalnych, zdejmowanych do prania.

We Francji funkcjonuje określenie „dom z rakiem”, oznacza to, że w budynku tak nazwanym ma miejsce mikrowibracja niższa od 6000 angstremów. Wielkość tej wibracji odpowiada drganiom komórek zakażonych wirusem albo innymi drobnoustrojami. Lawinowy podział komórek, odpowiadający nowotworzeniu, określono dokładnie na 4814 angstremów. Tego typu wibracja powstaje nad skrzyżowaniem cieków wodnych, w domach zbyt wilgotnych zagrzybionych. Zbliżona do takiej wibracji energia występuje w narożnikach ścian żużlowo-betonowych oraz na wysokości około 0,5 m od posadzki w takich miejscach, gdzie długo przebywała osoba cierpiąca na nowotwór.

Wiemy, że bardzo stare domy, nasiąknięte dobrą energią i kulturą ludzi, często nie odpowiadają osobnikom posiadającym odmienne cechy. Dlatego mądrość ludzi wschodu nakazuje, aby mieszkańcy kochali swój dom i osoby w nim żyjące po to, aby wzmacniała się dobra energia i miłość wzajemna. Dawne stare kultury kochanego domu nie pozwalały burzyć. Niekiedy taki dom, niczym talizman, zmyślnie obudowany stawał się większym budynkiem mieszkalnym.

Azjaci wierzą święcie, że domy potrafią zmieniać mentalność ludzi.

W domach dobrych płynie energia, swoją wibracją zbliżona do promieniowania ludzi genialnych, świętobliwych lub szczęśliwie zakochanych.

Uczmy się od naszych przodków

Dom zdrowy powinien być jednocześnie ładny. Architektura jest historycznym świadectwem epoki. Jest intelektualnym wyrazem poziomu życia oraz zamożności społeczeństwa i jego ekip rządzących. Zdrowe były polskie, ziemiańskie pałace i dworki w których dominowały najlepsze materiały budowlane, drewno, kamień, marmur. Pod dachami z gontów, czerwonej ceramicznej dachówki lub blachy miedzianej znajdowały się odpowiednio wykonane drewniane bale, sufity oraz powały. Balowe sale przyjęć z kryształowymi żyrandolami i kinkietami na woskowe świece wywoływały niezapomniane wrażenie. Wystrój wnętrz a szczególnie ścienne malowidła, obrazy i rzeźby zawsze były w dobrym guście, oryginalne, najlepszych własnych lub zagranicznych mistrzów.

Polskie ziemiaństwo było nie tylko patriotyczne, ale i mądre. Dwory i dworki były ładne, zdrowe i ludzkie. Piękna była też sytuacja na polach. Dominowała trójpolówka z ugorami chroniącymi glebę i pozwalającymi uzyskiwać dobrą, zdrową biologicznie żywność. W Niemczech tym czasie szumiały bujne łany zbóż i innej monokultury podatnej na szkodniki. Preferowana w Niemczech chemizacja rolnictwa, zysk oraz wysokie plony dopiero obecnie dowodzą negatywnych skutków tego rodzaju intensywnego rolnictwa. Patrząc z perspektywy czasu na nasz rodzimy rodzaj rolnictwa i myślący styl życia ziemianina musimy stwierdzi, że są one godne pochwały.

Polskie prawdziwe rodzinne domy, zwłaszcza ich wnętrza, były zróżnicowane i bardzo indywidualne. Na pierwszym miejscu stawiany był szacunek dla otaczającej przyrody, i jej rozumu. Zagospodarowanie otoczenia domu podyktowane było właściwą lokalizacją zgodną z drzewostanem oraz szacunkiem dla otaczającej przyrody.

Tereny zalewowe były świętością, na których porastały przepiękne naturalne zioła i wszelkiego gatunku trawy. Chmary ptactwa dopełniały ten widok. Na wiosnę zalewane przez wody wzbierających rzek, były naturalnie nawożone i chroniły przed punktowymi spiętrzeniami miejsca zurbanizowane. Koszone kilkakrotnie w ciągu lata i jesieni stanowiły doskonalą naturalną pełnowartościowa karmę dla zwierząt w okresie całej zimy. Wcześniej czy później, kiedy przeminie nasze zacofanie, będziemy musieli wyburzyć betonowe utwardzenia i zamieszkać w otoczeniu zieleni.

Jak na ironię w tym samym czasie, kiedy władca Gierek budował Wisłostradę, zamykając Warszawiakom kontakt z otwartą wodą, Francuzi burzyli wcześniej utwardzone tereny obok Sekwany w Paryżu. Na wzór naszej stolicy dygnitarze z województw nakazali betonować brzegi płynących przez większe miasta rzek, czyniąc je podobnymi do rynsztoków. Tego rodzaju anty-ekologicznych dawnych i współczesnych budowli przyszłe pokolenia nie wybaczą.

Sprawdź dokładnie projektanta i budowniczego swojego domu

Walory domu w którym mieszkamy zależą nie tylko od naszej wiedzy, ale też od wiedzy, etyki i doświadczenia projektantów oraz budowniczych mieszkania. Złego domu nie można naprawić dolepianiem płyty ocieplającej, wystrojem dachu, kilkoma rzędami dachówek nad okapem albo uporządkowaniem najbliższego otoczenia. Zadbana miejscowość i dobry wygląd ogólny miejsc zamieszkania mogą znacznie poprawić nasze zdrowie i samopoczucie. Nie zmieni to losów mieszkańców wtłoczonych do betonowej zimnej i ciasnej przestrzeni.

Złej lokalizacji, zbytnio przezbrojonych ścian domu i innych złych rozwiązań po prostu poprawić się nie da. W przeszłości projektanci zawsze radzili wykorzystywanie tanich miejscowych materiałów budowlanych, a zwłaszcza cegły, ceramicznej dachówki, kamienia, drewna i gliny.

W miejscach, gdzie występowały częste pożary stosowano mur pruski w postaci konstrukcji z solidnego, drewnianego szkieletu postawionego przez wykwalifikowanych cieśli. Po zadaszeniu budynku dalszą inwestycję prowadziły kobiety i młodzież, jako siła robocza – najsolidniejsza, bo budująca dla siebie. Ramy konstrukcji wypełniano materiałem w postaci gliny z sieczką, cegły odłamkowego kamienia, itp. Tego typu stare domy były ładne i zdrowe. Dbano o to, aby domostwu nadać powszechnie lubiane ciepłe kolory albo pozostawiano naturalne kolory materiałów będących w najlepszej harmonii z zielenią, pagórkami, płynącą rzeką, stawami. Domy w barwach słonecznych od czerwonego poprzez pomarańczowy aż do beżu były mile widziane w naszym klimacie.

Kształt i wnętrze domu zawsze promieniowało korzystnie na mieszkańców, chociaż nie robiono wtedy analizy ani bilansu oświetlenia, ogrzewania naturalnego oraz sztucznego. Wibracje falowe kształtów tradycyjnych domów wciąż dobrze służą mieszkańcom. Znane jest z literatury fachowej promieniowanie kształtu piramidy, kąta prostego, wklęsłej czaszy, czaszy, walca, stożka. Wiadomo, jak reagują rośliny, zwierzęta i ludzie na emisje pochodzące z cieku wodnego czy przezbrojonej ściany. Fakt złego promieniowania czterech prostych kątów powodował niewitanie się na progu. Nie jest przesądem unikanie siadania na rogu stołu o kącie prostym. Biesiady i ważne obrady się przy okrągłym stole.

Zgiełk informacyjny istniejący wokół nas powoduje gubienie przez człowieka zmysłów oraz naturalnego instynktu. Pies potrafi odróżniać kształt korzystny i wrogi. Ujadającego atakującego psa odstraszy otwór zdjętego z głowy kapelusza, lub jakakolwiek wklęsłość skierowana w stronę czworonoga. Natomiast parasol zwrócony czasza do góry bardziej płoszy ptactwo niż tzw. „strach na wróble”.

Radzę uważać na źle umieszczone ( na balkonie ) satelitarne anteny albo stojące gdzieś w pobliżu przekaźniki w otoczeniu wysokich bloków. Urządzenia te mogą w położonych naprzeciw mieszkaniach burzyć nie tylko sen i wypoczynek, ale i pogorszyć zdrowie mieszkańców. Płynąca w rurach woda, skrzyżowanie kabli elektrycznych, kontakty, odbiorniki TV, radio i inne urządzenia powodują określoną emisję falową. Nawet miejsce umieszczenia gniazdek nie jest obojętne dla mieszkańców.

Najbardziej właściwym miejscem poboru energii elektrycznej są punkty znajdujące się nad posadzką. Na pozór niewinne gniazdko elektryczne umieszczone zbyt wysoko od podłogi może spowodować bóle głowy, a nawet bezsenność lub rozstrój nerwowy, wywołany stacjonarnym falowaniem emitowanym przez niepodłączone gniazdko.

Pamiętajmy o tym, że najgorsze, a nawet zabójcze promieniowanie nie posiada żadnego zapachu, nie szczypie w oczy, ani nie kłuje w pięty. Największe zagrożenie dla życia ludzkiego łączy się z długością i przenikliwością emitowanych fal. Im fale elektromagnetyczne są krótsze, tym są bardziej szkodliwe dla organizmu. W starych domach wiejskich były zawsze przestrzegane pewne zasady zachowania odległości jednego budynku od drugiego oraz odległości od pomieszczeń inwentarskich. Szanowano właściwości stron świata. Budynki takie posiadały nie tylko dobre polepy oraz glino-bite podłoża pod posadzką, ale również miały okna i drzwi zwieńczone łukami. Cieśle dobrze znali proporcje długości budynku do jego szerokości i wysokości. Ceniono wysokie dachy, które nie tylko były ładne, ale okazuje się obecnie, ze także dawały pożytek i zdrowie mieszkańcom.

Ludzie żyjący w stałej bliskości z naturą w rozwiązaniach budynku korzystali z kształtów pochodzących z przyrody, Być może dlatego dawni stolarze unikali w meblach kątów prostych, jak wiadomo nieobecnych w naturze. W dawnych szkołach kąt traktowano jako swoistą karę i upokorzenie za uczniowskie grzeszki. Przebywający w kącie uczeń uspokajał się.

Ludzie posiadający dobry smak nie przepadali za szafą o prostych narożnikach, które były i są wyjątkowo szpetne i destrukcyjne, szczególnie w małych pomieszczeniach. Ten typ umeblowania coraz częściej jest usuwany z domów, a wracają stolarskie „antyki”. Zanim udamy się do lekarza z własną dolegliwością, należy w domu uważnie przyjrzeć się, czy nie śpimy czasem zbyt długo obok fatalnego prostego narożnika dużej szafy, blatu stolika i temu podobnych mebli, które mogą wywołać migrenę u wrażliwych osób.

W zdrowych domach (udowodniono to statystycznie) jest znacznie mniej nałogów. Nie chce smakować alkohol i jest o wiele mniej kłótni. W dobrym domu, o wiele częściej niż w innych, gości głęboka miłość wzmacniająca więzi międzyludzkie. Pobudza do pracy twórczej, usprawnia wzajemną wymianę energii męskiej i żeńskiej. Człowiek od dziecka potrzebuje takiej wymiany. Chłopcy chowani w domu zbyt blisko matki, a w przedszkolach i szkołach pouczani i wychowywani przez kobiety, z powodu nadmiaru energii żeńskiej niewieścieją. Nie tylko noszą długie włosy, pstre ubiory, ale również mają częściej dewiacje płciowe. Nawet konserwatywni Anglicy zaniechali swoich odrębnych szkół dla dziewcząt i chłopców. W kulturach Dalekiego Wschodu, prawie wolnych od tego rodzaju zboczeń, jest zachowana równowaga płci wśród wychowawców przedszkolnych oraz kadry nauczycieli w szkołach podstawowych i średnich.

arch. F. W. Sergiel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *